Mój status GG

wtorek, 24 kwietnia 2007

Funkcje..

Jak w każdym domu każdy ma swoje obowiązki tak i w tym domu były obowiązki
każdy miał swoje funkcje każda funkcja była wykonywana przez 1 miesiąc leczenia a potem zmiana funkcji w terapii były następujące funkcje:
Praczka- osoba która prała ubrania
Palacz- osoba która paliła heh nie szlugi :P tylko w piecu wiem ze o tym pomyślałeś:pp
Son(służba ochrony nadziejii ) - w tej funkcji były 4 osoby w tym kierownik Sonu który nimi dowodził to były najodpowiedzialniejsze funkcje w domu 4 sonistów dbało o bezpieczeństwo w domu aby niedostały sie na teren żadne szlugi dragi i alkohol sprawdzali do 9 razy w ciągu dnia reakcje oczu w domu wszytkich osób czy ktoś czasmii nie jest pod wpływem dragów czy nie palił szlugi czy nie pił brona heh w nocy robili oni obchód po domu czy wszyscy spią a z rana przed pobudka oczyszczali teren przed domem i za domem alby nie było żadnych wyzwalaczy (typu arkochlo papierosy zdarzyło sie nawet ze znaleziono dragi)
tylko son i osoby leczące sie od stopnia opiekuna mogły wchodzić do magazynu sonu gdzie były buty kurtki plecaki itp
soniści robili także niezapowiedziane kipisze polegały one na przeszukaniu pokoju
przy każdym wyjściu sonisci sonowali teren i pinowali by nikt niedzwigną nic z ziemi heh np pety :D kuszące to wtedy było .. ;p dwóch z przodu dwóch z tyłu tylko osoby od stopnia opiekuna mogły wychodzić przed i za grupę.
Kierownik Sonu- dowodził sonistami mówił kiedy soniśći mają iść przelecieć reakcje,zrobić obchód miał klucz do depozytu którym mieściły sie telefony,kasa i wszystko co nie może być na terenie ośrodka i czym można sie naćpać np: markery itp
Pisarz- zapisywał wszystko na społecznościach to o czym rozmawiano
rozliczeniowy(kat) - rozliczał ludzi ze swoich dociążeń które wykonywali czasami nie , wtedy były rozliczane i wyciągane inne konsekwencje zapisywał też złotówki za niezgaszenie światła, nie zakręcenie wody w kranie niezjedzony posiłek tyle ile naładowałeś tyle musiałeś zjeść heh
za każde przekleństwo było 25p i każdy musiał zgłaszać pompki rozliczeniowemu i je przy nim odpompowywać jeżeli np osoba cały czas przeklinała i nie zgłosiła tego rozliczeniowemu została do niej wzywana społeczność interwencyjna na której rozwiązywano problem
Kierownik kuchni- ustalał jadłospis zajmował się funduszami domu jeżdził do sklepów po produkty itp wszystkie osoby które miały dyżur kuchni i jadalni musiały po posprzątaniu przyjść po odbiór kuchni czy jest czysta i jadalni i odbierały też osoby które miał dyżur na następny dzień często oddawano złości osobą które miały kuchnie kuchnia musiała być wyczyszczona na glanc piec wyczyszczony i zgaszony nie mogło być żadnego kurzu na półkach w kuchni
ogólnie dbał o kuchnie i o wszystko z nią związane no i o dwa magazyny i lodówkę
Kierownik Pracy- wymyślał prace i dbał o wygląd domu ustalał kto ma co robić
praca była od 8:30 do 11:45 Mąż Zaufania- to byłą najważniejsza funkcja w ośrodku(a najważniejsze są pieniądze ) -wiedz mąż zaufania dbał o kasetkę wszystkie kieszonkowe osób leczących się około 900zł może 1300zł dbał o to by osoby chodzące do szkoły miał bilety w kasetce organizował wycieczki dbał o tablice na sali społeczności i w pokoju terapełtów)
organizował również zarządy które spotkały się co dwa dni i omawiały różne sprawy związane z ośrodkiem załatwiali wycieczki wyjazdy do kina itp
członkami zarządu byli - rozliczeniowy, maż zaufania, kierownik pracy,pisarz
funkcja ogrodnik - jak sama nazwa wskazuje osoba która posiadała tą funkcje dbała o ogród i wszystko co z nim związane;p

poniedziałek, 23 kwietnia 2007

Zasady Ośrodka i Cele

Materiały pobrane ze strony Monaru w Łodzi w Ośrodku "Dom Nadziei" zasady i cele są podobne
1. Dobrowolność i osobista motywacja
Podstawowym warunkiem
skuteczności terapii jest osobista motywacja, świadoma decyzja
młodego człowieka co do pracy nad sobą i zmiany swojego sposobu życia. Wielu
pacjentów przybywa do osrodka wbrew swojej woli, pod presją osób lub okoliczności, w jakich
się znalezli.Nasza pomoc nie będzie efektywna, jeśli w toku terapii nie poczują się oni
zaangażowanymi autorami swojego życia.

2. INDYWIDUALIZACJA TERAPII
Uzależnienie jest w naszym programie rozumiane jako
destrukcyjny mechanizm radzenia sobie z problemami wynikającymi z indywidualnych deficytów w rozwoju psychicznym, społecznym i intelektualnym
. W trakcie pobytu w Ośrodku pacjenci muszą nadrobić te braki
w takim stopniu, by nie przeszkadzały one w satysfakcjonującym i wolnym od nałogów życiu. W
konsekwencji praca z każdym pacjentem opiera się na indywidualnej diagnozie jego
problemów i na adekwatnych do niej oddziaływaniach. Praca ta nastawiona jest na zmianę
postawy wobec siebie i otoczenia oraz naukê niezbędnych umiejętności intrapsychicznych,
interpersonalnych i społecznych, a nie przede wszystkim na walkę z problemem
narkotykowym".

3. Społeczność terapełtyczna
Optymalizację procesu terapii zapewnia kompleksowego oddziaływań wynikająca z życia we
wspólnocie leczących się. Wspólnota ta, który tworzy terapeuci
standard efektywnego środowiska terapeutycznego,na który składają się:
-poczucie bezpieczeństwa i wsparcie emocjonalne;
- otwarta komunikacja polegająca na tym, że każdy członek wspólnoty ma prawo mówienia o
problemach swoich i innych, wszelkie problemy i konflikty są ujawniane i
przepracowywane. Społeczność zapewnia komunikację partnerską w której terapeuci i
pacjenci mają te same prawa;
stabilny system norm efektywnie regulujących funkcjonowanie członków
Społeczności
- normy te wynikają
ze wspólnego systemu wartości
są samodzielnie ustalane przez Społeczność
są jasne i zrozumiałe dla wszystkich;
obowiązują w równym stopniu pacjentów i terapeutów;
są konsekwentnie egzekwowane przez samą Społeczność
- naturalny autorytet terapeutów
wynikający nie z ich przewagi nad pacjentami, lecz z
ich zaangażowania, autentyczności, uczciwości i kompetencji;
-samorządność Społeczność sama egzekwuje ustalone przez siebie normy i
podejmuje decyzje we wszystkich ważnych dla siebie sprawach
-samoobsługa Społeczność sama organizuje swoje życie: ustala i reguluje tryb dnia i
wykonuje wszelkie niezbędne prace

4.Więz Terapełtyczna.
Jednym z fundamentów skuteczności procesu leczenia jest
więz między pacjentem a terapeutą (terapeutami). Ten rodzaj relacji, oparty na akceptacji
pacjenta jako osoby, życzliwości i zaangażowaniu terapeuty tworzy poczucie bezpieczeństwa,
a dzięki temu pomaga młodym ludziom przezwyciężać kryzysy, pozwala na terapeutyczną
pracę z głębokimi problemami osobistymi.

5.Etapowość Procesu terapeutycznego
Przebieg procesu i charakter zmian
zachodzących w toku terapii musi być zgodny dynamiką rozwoju, zrozumiały i motywujący dla
pacjenta. Stąd proces terapii jest podzielony na etapy odpowiadające kolejnym fazom
rozwojowym, a jego ważnym elementem jest sukces, głównie w skali mikro, z którego można
budowę poczucie wartości gotową do dalszych wysiłków. Przejście z etapu niższego na
wyższy stanowi ważne wydarzenie, oznacza potwierdzenie efektów pracy nad sobą, awans w
hierarchii grupy, uzyskanie nowych praw, ale też i wzrost odpowiedzialności. Poszczególnym
etapom przypadają specyficzne cele terapeutyczne:

ad 1 Obserwator
- poznanie zasad i
(1-2 tydzień pobytu w Ośrodku)
- oswojenie się z miejscem i grupy, zwiększenie poczucia bezpieczeństwa
systemu pracy Ośrodka
- świadome podjęcie decyzji o pozostaniu w Ośrodku
- przyjęcie zadań wynikających z programu terapii


2. Nowicjusz
(ok. 1-3 miesiąc terapii)
- zaufanie grupie, podporządkowanie się jej decyzjom
- identyfikacja z grupy, jej wartościami i normami
- uznanie uczciwości za podstawową wartość
- wzmocnienie motywacji do pracy nad sobą
- przezwyciężenie wzorów zachowań ukształtowanych w destrukcyjnych środowiskach,
zmiana zachowań, norm i przyzwyczajeń
- nauka przyjmowania i udzielania informacji zwrotnych,
wyrażania uczuæ, mówienia o osobistych problemach i trudnooeciach na forum grupy
- nauka umiejêtnooeci związanych z dbaniem o siebie, wygląd i higieną osobistą
- nauka odpowiedzialności, systematyczności i rzetelności w wykonywaniu zadań


3. Domownik (ok. 3 10 miesiąc terapii)
- rozwój samoświadomości, wiedzy o osobistym potencjale i ograniczeniach
- rozumienie swoich emocji, nauka ich konstruktywnego wyrażania i radzenia sobie z nimi
- kształcenie umiejętności interpersonalnych i społecznych (realizacji rozmaitych ról i funkcji
grupowych, współpracy, rozwiązywania konfliktów, kierowania innymi, odpowiedzialności i
rzetelności w realizacji zadań)
- opiekowanie się młodszymi
- nabywanie praktycznych umiejętności przydatnych w życiu codziennym


4.Opiekun (od ok. 10 miesiąca terapii)
- rozumienie siebie w relacjach z najbliższymi (rodzicami, członkami rodziny, partnerami
erotycznymi)
- rozwój wrażliwości i empatii w rozumieniu innych ludzi
- nauka umiejętności doświadczenia opieki i wsparcia emocjonalnego
- nauka dbania o siebie w aspekcie psychologicznym i somatycznym
- nauk brania na siebie odpowiedzialności za innych i dobro wspólne


5.Twórca(po zrealizowaniu zadań Opiekuna, lub od ok. 10 miesiąca terapii)
- określanie celów życiowych, konstruowanie planów na przyszłością
- przepracowanie trudności w relacjach rodzinnych, przygotowanie do powrotu do rodziny
albo określenie zasad kontaktowania się z nią
- wchodzenie w nowe środowiska i przepracowywanie trudności z tym związanych
znalezienie i utrzymanie pracy zarobkowej
uregulowanie sprawy mieszkaniowych ( znalezienie mieszkania i wynajęcie go, znalezienie
sobie miejsca w hostelu, itd.)
uczestniczenie w życiu towarzyskim poza ośrodkiem, znajdowanie nowych środowisk,
stopniowe uniezależnienia się od ośrodka


Myślę ze to tyle o celach i zasadach ośrodka z czasem.. muszę jeszcze opowiedzieć o funkcjach w domu nadziei...

Sala społecznośći i Filozofia


Stałem w sali w której w koło było około 24 krzesła na ścianach wisiało dużo antyram z fotkami tomek powiedział mi ze to foty osób które skończyły terapie i terapełtów było ich dość dużo

Na ścianie wisiała jeszcze "filozofia" społeczność terapełtycznej na której opierała się cała terapie
Tomek postanowił mi ją przeczytać brzmiała tak ''Jestem Tutaj ponieważ nie mogę już dłużej uciekać od samego siebie;
Tak długo będę uciekał dopóki nie odważę się zobaczyć siebie w oczach innych;
Tak długo będę cierpiał i bał się dopóki nie podzielę się z innymi swoimi tajemnicami;
Jeżeli nie zaufam innym będę sam;
Tylko w tym miejscu będę mógł zobaczyć siebie jak w zwierciadle;
Tylko tutaj nie muszę być gigantem z moich marzeń czy karłem z moich strachów;
W tym domu jestem cząstką społeczności dzieląc z moimi rówieśnikami cele i codzienny trud
Zapuszczając tu korzenie mogę;
rozwijać się i tworzyć nie będąc już dłużej samotnym;
Pomagając innym mogę też odnaleźć siebie.''
ciekawe słowa które miały w sobie pewna wartość pewną moc
Tomek po przeczytaniu filozofii opowiedział mi o zasadach,stopniach i potem poczytałem sobie jeszcze troszkę o celu terapii wszystko to o czym się dowiedziałem napisze w następnym poście...

Terapia i jej początki


Wstałem z rana o godzinie 8 spakowałem się no i o 9 wyruszyliśmy przez całą drogę nic nie gadałem byłem pełen obaw jak tam jest ogólnie byłem posrany heh dojechaliśmy na jakieś zadupie... heh

stał tam wielki stary dom "Dom Nadziej" byłem zaskoczony i zdziwiony na maksa myślałem ze te mieszkanie będzie lepiej wyglądać zadzwoniliśmy na dzwonek no i otworzyli nam drzwi
dwóch chłopaków szybko podeszli i kazali mi zamknąć i otworzyć oczy pokazać język dziwne to było dla mnie i nie zrozumiałem
zaprowadzili mnie do poczekalni czekałem na terapełtę tak mi powiedziano czekałem z mama i wujkiem który mnie tam zawiózł udawałem ze jestem uśmiechnięty a tak naprawdę chciało mi sie płakać ale wstyd było mi to pokazać przyszedł jeden z terapełtów na imię miał Damian miły uśmiechnięty człowiek:) od razu go polubiłem przeprowadził ze mną konsultacje "łezka w oku mi sie teraz pojawia jak to pisze ;( " no i czas było się zegnać przytuliłem się do mamy do wujka drżącym głosem powiedziałem pa :( no i poszli
dwóch chłopaków zaprowadził mnie do pokoju w którym miałem robioną osobistą nie chce dokładnie jej opisywać heh wszystkie moje rzeczy zostały w tym pokoju tzw Magazyn Sonu co to znaczy opowiem wam potem po osobistej zabił dzwon nie wiedziałem za bardzo o co chodzi?;p poszliśmy do takiej sali w której krzesła były ustawione w koło usiadłem i wszyscy sie na mnie patrzyli jak na jakiegoś dziwaka heh dziwnie się czułem siedzieliśmy i czekaliśmy na kogoś jedno krzesło było wolne za chwilę przyszedł terapełta i wszyscy zamilkli przedstawił się i powiedział mi że chciał by abym się przedstawił powiedział z kąd jestem dlaczego trafiłem na terapie i czego chce od tego miejsca no i powiedziałem " Mam na imię Klaudiusz moja ksywka Clause ze jestem z Wodzisławia Ślaskiego przyjechałem bo biorę narkotyki i chce sie leczyć w tym miejscu" potem wszyscy w kole się przedstawili no i terapełta spytał się mnie kogo bym chciał za swojego opiekuna który będzie mi tłumaczył zasady i wprowadzał mnie w terapie kilka osób chętnych
podniosło dłonie ja powiedziałem ze nie wiem i terapełta powiedział ze niech zadecyduje społeczność i było przeprowadzone głosowanie kto jest za tym aby ... był jego opiekunem i tak dalej no i wypadło na Tomka:) terapełta powiedział mi że od wytłumaczy mi zasady itp
no i powiedział rozchodzimy się do zajęć! wszyscy się rozeszli a ja zostałem z Tomkiem sam ta tej wielkiej sali zwała sie ona "salą społecznośći"

niedziela, 22 kwietnia 2007

Czas pożegnania się!

Powoli nadchodził czas pożegnania sie z Czyżowicami szykowałem się do wyjazdu dowiedziałem się ze za tydzień jadę.....
Te ostatnie dni życia tego starego były bardzo fajne chociaż ciężko było mi sie rozstać z przyjaciółmi Dostałem od mojego chrzestnego troszkę kasy kupiłem sobie kilka rzeczy przez ten ostatni tydzień matka była wyjątkowo miła dla mnie a ja dla niej też byłem grzeczny:D chociaż w tamtych czasach mało kiedy się to zdarzało prawie dziennie siedziałem u mojej koleżanki Kasi z Wodzisławia z którą chciałem chodzić ale powiedziałem sobie ze to na razie niema sensu jak jadę i nie wiem kiedy wrócę
na pożegnanie kupiłem jej róże ciężko było mi sie z nią rozstawać mimo ze znaliśmy się tylko 2 tygodnie pożegnałem sie z nią w środę w czwartek z kolegami no chociaż nie z wszystkimi z tymi co brałem wcale sie nie pożegnałem no i w piątek poszedłem napić sie piwa ugadałem się z jedna z moich koleżanek i z jednym kumplem troszkę wtedy przesadziłem wypiłem 4 piwa i cały czas nie miałem dosyć ktoś wpadł żeby zapalić zioło no i tak zrobiliśmy była to ostatnia bania w Moim życiu po narkotykach by najmniej mam taka nadzieje:) ;p pożegnałem się z wszystkimi i poszedłem do domu spać bo z rana musiałem wstać.

Droga na Terapie

Moja Mama tym upewniła się ze biorę narkotyki od jakiegoś czasu zresztą spisywała sobie różne rzeczy na kartce o których ja nie wiedziałem podejrzewała mnie o to ze biorę wcześniej ale musiała sie upewnić zadzwoniła to jakieś poradni i umówiła sie na rozmowę opisała jakieś pani psycholog moje zachowanie ostatnimi czasy wszystkie dziwne zdarzenia i o czym pisze na gg i jakiego słownictwa używam pani psycholog uznała że prawdopodobnie biorę i sprzedaje narkotyki jednak te drugie według mnie było bez pod stawne mama o niczym mi nie powiedziała i zachowywała się tak jak kiedyś kilka dni puzńiej z rana około godziny 12 przyjechał mój chrzestny i zabrał mnie na pizze i kupił mi kilka rzeczy które potrzebuje do szkoły bardzo sie dziwiłem bo mało sie mną interesował wcześniej bynajmniej nie miał na to czasu chciał żebym jechał z nim do pani psycholog bo martwi sie że coś sie ze mną dzieje i powiedziała że to widzi ja sie zgodziłem ale potem jakoś sie wystraszyłem dziwnie sie czułem taki wielki lęk tak jak ktoś by mnie miał zabić nie wiedziałem co mi się dziej i powiedziałem że nie jadę wiedz moja mama z chrzestnym tam pojechała przyjechali po południu i powiedzieli mi ze wiedzą ze biorę że mogą mi pomóc i ze za kilka dni jadę na 2 tygodnie ta terapię popadłem w furie wyrzuciłem krzesło z okna i powiedziałem "mam was w dupie nigdzie nie jadę" puściłem sobie hip hop na full "Wwo-nie bój sie zmiany na lepsze" na kompie paliłem fajkę za fajką cały popłakany ,zegnałem sie przez gg ze znajomymi bo myślałem ze szybko sie z nimi nie zobaczę i ze szybko z nimi nie pogadam...

Radość zdanego egzaminu uratowała mi życie!!

"Radość zdanego egzaminu uratowała mi życie" te słowa odpowiednio opisują to co się potem stało
Z radość tego ze zdałem musiałem to w jakiś sposób oblać poszedłem do kolegi i pojechaliśmy do miasta gdzie spotkałem koleżankę która miała wcześniej dać mi kilka tabletek psychotropów które kupiła od kolegi który ukradł je dziadkowi ja miałem sprawdzić jaka po nich jest bania bo ona sie bała a ja głupi oczywiście się zgodziłem dała mi 3 tabletki poszedłem z kolegą zapalić zioło no i zjadłem jedną tabletkę inny kolega z którym paliłem mówił ze jego kolega zjadł 7 i dopiero po tylu miał banie no to ja zjadłem kolejne 2 tabletki postanowiliśmy ze pojedziemy do domu no i staliśmy na stopę i zrobiło mi sie dziwnie lekko i śmiesznie nigdy nie miałem takiej bani po marichuanie pamietam z tego tylko krótkie chwile i zdarzenia postanowiliśmy iść piechotą bo nikt nam sie nie chciał zatrzymać zresztą sie nie dziwie zachowywałem sie jak debil ukradłem rower z pod jakiegoś baru i przejechałem sie nim kilka metrów po czym oddałem go spowrotem chodziłem jak po dwóch o,7 a nic wcześniej nie piłem nogi same mi sie uginały nie pamiętam jak doszedłem do domu pamiętam tylko przebłyski tego ze gadałem z wujkiem i siedziałem na fotelu i poszedłem na gadu gadu brat mi zeszedł z kompa bo po nim przeklinałem jak głupi wyzywałem każdego kogo miałem na gadu gadu obudziłem sie z rana w łóżku nie wiem ani jak sie tam znalazłem wstałem ale bania dalej mnie trzymała byłem z rodzicami u lekarza bynajmniej pamiętam jak siedziałem w aucie i zjechałem autem na środek jezdni spuszczając auto z ręcznego na szczęście tata szybko przyszedł i przestawił auto pojechaliśmy do domu wiem ze byłem u kolegi na fajce i tyle pamiętam z tamtego dnia po tej historii moje życie sie zmieniło...

Egzamin poprawkowy

Bliskim krokiem zbliżał sie egzamin poprawkowy gdy sie obudziłem został tydzień do egzaminu nic nie umiałem materiały których sie miałem nauczyć ani nie przejrzałem z dnia na dzień powtarzałem sobie to ze to zrobię ale zamiast chociaż zobaczyć czego sie mam nauczyć
wolałem iść przyćpać ani sie nie obejrzałem i już była niedziela jutro egzaminy a ja nic nie umie został tylko jeden sposób na to by sie nauczyć przyćpać i kuć całą noc ale nie miałem ani kasy na ćpanie miałem tylko mp3 które kilka dni wcześniej wyczesałem jakiemuś typowi zamieniłem je na 2 gramy amfy i z kolegami przyćpałem zostawiłem sobie troszkę i poszliśmy na koncert reggae tam posiedzieliśmy i poszliśmy do jednego z kumpli który palił zioło była dojść często godzina 12 w nocy również tej nocy zaproponował nam czy nie zapalimy ja odmówiłem bo na mule nic bym się nie nauczył poszedłem do domu i zrobiłem sobie kawę uczyłem sie całą noc przycpałem sobie znowu o 6 rano i dalej sie uczyłem czas szybko leciał czas na egzamin wchodzę do sali egzaminacyjnej z gumą moja szczęka niezle chodziła pani dyrektor była w komisji i poprosiła mnie żebym wypluł gumę już sie wkurzyłem aż ugryzłem sie w język egzamin poszedł szybko i sprawnie kazano mi poczekać za drzwiami lub na dworze poszedłem zapalić pani dyrektor mnie zawołała ledwo po skączeniu drugiego papierosa od komisji dowiedziałem sie ze pierwszą cześć egzaminu zdałem i że życzą mi powodzenia w drugiej miałem farta ćpanie pomogło mi zdać pierwszą część egzaminu ale co z tego jak kilka dni pużniej już nic nie pamiętałem blokowałem sobie rozwój mózgu jak ćpał bym dalej to lata by mijały a ja dalej miał bym mózg piętnastolatka 2 cześć egzaminu zdałem ucząc sie kilka godzin bez ćpania troszkę pamiętałem z lekcji to pomogło mi zdać......

Wakacje Metamorficzne Odloty......

No i nadszedł czas wakacyjnych ban ognisk,dyskotek i spania w namiocie!!
Słowo które często powtarzałem w te wakacje "ale kapa" do teraz mi to zostało mimo że już niema kapy:) No i start bani :/ z dnia na dzień niszczyłem sobie życie nie mając w sumie świadomości moich czynów dziennie paliłem zioło każdy dzień wyglądał tak samo wstaje z rana opalam lage idę pojeść, idę do kumpla pale, idę pojeść do domu i idę spać no i aż do piątku w piątek dyska Manhatan na dysku w nos i zabawa do 4 potem do domu i męczarnia na zejściach do rana jakaś kłótnia z Bratem Mama albo Ojcem pod wieczór do największego syfu "Albadrops" < tak zwią go ćpuny zresztą każda dyskoteka miała zmienioną nazwę związaną z ćpaniem jeszcze był "Magic Cox" i "Manfetan" człowiek uzależniony od dragów wszytko kojarzy z ćpaniem;/ no i na Albatrosie też w nos albo kulka bo bez tego sie nie umiałem bawić no i z rana jak zawsze kłótnia rozwalona cukierniczka która złapałem w dłoń i rozwaliłem o stół mimo to ze ręce miałem pocięte to i tak nie zwracałem na to uwagi potem poszedłem na ławkę bo w domu nie dało sie wytrzymać potem myśli samobójcze o których nigdy nikomu nie mówiłem ale były tylko przelotne pewnie jak bym ćpał jeszcze z 2 lata to już dawno dostał bym do głowy i albo w kaftan albo z balkonu..... w głowie rodziło mi sie cały czas "wszyscy mają mnie w dupie,jestem głupi,jestem nikim,zwykłym ćpunem który nic nie potrafi tylko kraść i ćpać" myśli pogłębiały moje dołki powoli popadałem w depresje a narkotyki pomagały mi uciec od tych myśli wiedz brałem jeszcze więcej... czas leciał i leciał zbliżał sie powoli egzamin poprawkowy....

sobota, 21 kwietnia 2007

Koncówka szkoły..

Nadszedł czas końca szkoły egzaminów gimnazjalnych a ja nic nie umiałem żyłem w moim małym świecie zapalić skręta wciągnąć kreskę i sobie wypić;/ spóżniłem się na egzamin próbny dostałem niezły ochrzan od pani dyrektor miałem dwie jedynki na koniec wpisane w dzienniku nie poprawiałem ich bo nie umiałem sie ani pouczyć cały czas gdzieś w głowie
chodziło mi to żeby iść do kolegi zapalić i przy ćpać nie umiałem sie skupić moje uzależnienie wygrało poszedłem do kolegi przy ćpać ale na szczęście udało mi sie załatwić żebym mógł w sierpniu pisać egzamin poprawkowy, jedne z kolegów z którym ćpałem mówił że jest taka możliwość no i sie udało wywalczyłem sobie egzamin
dni mijały a ja dziennie ćpałem ani sie nie zobaczyłem za siebie i już był czas na koniec roku szkolnego komers i rozdanie świadectw
na rozdanie świadectw nie chciałem iść bo wstyd mi było że wszyscy dostaną świadectwo ukończenia gimnazjum a ja nie jednak poszedłem ale przed tym przy ćpałem z kolegom żeby dać upust emocją i wstydowi jak czułem narkotyki prawie zawsze mi w tym pomagały bo inaczej sobie radzić nie umiałem przyszedłem 2 minuty przed rozpoczęciem pani dyrektor wcześniej dzwoniła mi do domu gdzie jestem bo wszyscy byli gotowi a mnie nie było no ale ja sie tym nie przejmowałem tańczyłem walca w pierwszej parze z moją koleżanka byłem pod wpływem marichuany wiedz było mi do śmiechu ale mojej koleżance
nie ale na szczęście wszytko poszło dobrze jakoś dałem rade na koniec był poczęstunek
i zjadłem 11 pączków heh apetyt większego nie mogłem mieć no i tak koniec 3 klasy gimnazjum został jeszcze egzamin poprawkowy... o tym w następnym poście

Szkoła i Przypały...

Wrzesień 3 klasa gimnazjum..
Nadszedł czas szkoły i wraz z nim czas problemów
Zacząłem zgrywać kozaka byłem jednym z najbardziej znanych osób w szkole tych którzy ćpają piją i pala by najmniej dużo osób o tym wiedziało ale nikt nie miał zamiaru sie w to wtrącać, pierwszy raz w szkole przy ćpałem sobie z kolegą który nigdy nie brał poczęstowałem go i przy ćpaliśmy sobie w męskiej toalecie żałuje tego ze prze zemnie wlazł w to gówno... no ale cóż miał kwestie wyboru niestety był taki głupi jak ja i spróbował :(;/ znalazłem sobie kolegi z którym mogłem ćpać na przerwie wyskakiwałem na fajki i strugałem kozaka i przez moje wygłupy narobiłem sobie problemów.. był wtorek dla wygłupów przyniosłem różowy proszek który mój kolega wciągnął na lekcji wf nie był to narkotyk ale nauczycielka która nas przyłapała nie wiedziała o tym zresztą nie miała zielonego pojęcia o narkotykach ja na szczęście byłem zwolniony z lekcji wf przyszedłem tylko po zaglądać wiedz nie musiałem iść do dyrektorki ale nauczycielka powiedziała ze o tym poinformuje panią dyrektor i pedagoga szkolnego...nadszedł poniedziałek czas do szkoły na pierwszej lekcji przychodzi pedagog szkolny i bierze mnie do jego gabinetu i opowiada mi o narkotykach ja powiedziałem mu ze to był zwykły wygłup itp powiedziałem ze nigdy nie brałem i nie zamierzam opowiedział mi troszkę o działaniu meta amfetaminy i jej skutkach ale ja nie nie chciałem słuchać i nic nie zabrałem z tego co mi gadał a gdy bym słuchał może nie wszedł bym tak głęboko w te gówno.. niestety byłem młody i głupi,pedagog o całym zdarzeniu poinformował rodziców ale powiedziałem Mamie ze to tylko były wygłupy uwierzyła.. i nic z tym nie zrobiła
a to już były oznaki które wskazywały na to ze miałem styczność z narkotykami niestety moja Mama zresztą jak większość Matek na świecie nie miała pojęcia o narkotykach Problemy w szkole były co raz większe coraz więcej brałem i coraz częściej uciekałem ze szkoły rodzice dostawali kartki z ocenami i nie usprawiedliwionymi godzinami... naszedł czas kłótni z rodzicami i koniec roku szkolnego..

Ucieczka od problemów,realiów rzeczywistości ...

No i tak rosłem sobie i rosłem dni lata mijały aż przyszły czasy gdy moje życie zmieniło sie w piekło:( ale o tym potem wiedz tak chodziłem do 2 klasy gimnazjum
byłem zwykłym chłopakiem z różnymi problemami, nie zawsze umiałem je rozwiązać nadeszły wakacje i czas zmian na lepsze by najmniej tak mi sie wydawało:( chodziłem na dyskoteki
bawiłem sie no i początki dyskotekowych bań... bez procentów nie było zabawy było fajnie do czasu znowu paliłem i moje życie zmieniało sie na gorsze no i pewnego razu na dyskotece koledzy zaproponowali żebym szedł z nimi a dają mi coś na czym będę się o wiele lepiej bawić, i poszedłem z nimi .......... :/ niestety wtedy nie miałem pojęcia
o narkotykach jak niszczą i potrafią zniszczyć komuś życie ..:(( brałem sobie tak na dyskotekach wmawiałem sobie że nie jestem uzależniony i myślałem ze będę brał tylko na dyskotekach i będzie fajnie aż z czasem już brałem w normalny zwykły dzień kasa było coraz mniej wiedz musiałem jakoś zarobić na ćpanie no i sprzedawałem wszystko co sie dało byle tylko sobie przy ćpać,traciłem przyjaciół kolegów którzy naprawdę byli moimi frends ;/ nie chcieli sie powoli ze mną zadawać miałem małe grono kolegów z którymi sobie ćpałem i niszczyłem zycie co raz częśćiej uciekałem od problemów i realiów rzeczywistości to był inny świat nie martwiłem się niczym najważniejsze było ćpanie i tylko o tym myślałem,wszystko zresztą z czasem mi sie z tym kojażyło nadszedł czas szkoły.. przypałów

Chodzi mi o to,Zeby wypełnić luke w płucach:]Braki nikotynowego dymu..

Jak wszyscy mówili papierosy można palić gdy ma sie 18 lat no ale ja i mój kolega Tomek
nie słuchaliśmy nikogo :p gdy Tomek miał 7lat a ja 8 wpadliśmy na pomysł żeby zapalić sobie papierosa ale niestety byliśmy za mali żeby kupić papierosy wiedz musieliśmy coś
wykąbinować i Tomek wpadł na pomysł żeby zmotać fajki ze sklepu "sporzywczy" taki sie nazywał no jak to zrobić obmyślaliśmy plan przez godzinę aż Tomek wpadł na pomysł ze
zzuci kilka groszy pod ladę i będzie udawał ze zbiera kase w wtedy wpadł mu pod bluzke
cały wagon papierosów bez filtra bodajże "fajeranty" no i było git papierosy były potem kupiłem zapałki w sklepie powiedziałem ze mama chce no i już wszystko mieliśmy by spróbować tego zakazanego owocu:PP poszliśmy na jakieś pole i paliliśmy trzymająć papierosy w patyczkach żeby smród tych fajek nie został na naszych rękach zuzywaliśmy
ze 2 paczki papierosów na dzień jak na ten wiek było to dużo ale wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak sie pali wiedz sie nie zaciągaliśmy :P było kilka akcji kradzieży wagonów w sklepie i nam sie znudziło.... bo ten zakazany owoc wcale nie smakował tak jak sobie wyobrażaliśmy by najmniej tomek przestał ja miałem z tym problemy aż tata nakrył mnie i mojego brata Mateusza po tym jak paliliśmy papierosy z moim kuzynem ała ;/ dostaliśmy niezłe lanie heh no ale należało nam sie było to w 3 klasie podstawówki.. miałem kilka przygód z nałogami ale opowiem o tym w następnych postach:) :PP

"Sikiera w Bagnie"

Jedna z nich jest Historia pod tytułem "Sikiera w Bagnie"
Moi Kochani bracia mieli dziwne zabawy w które bawiłem sie z nim...
wykopali sobie dołek około 0,5 m i tam nalali wody nasypali ziemi zrobiło sie błoto,
i zostawili mnie samego wraz z sikierą :D a ja nudziłem sie wiedz postanowiłem ze
wrzucę sikiere do bagna niestety bałem sie ze sikiera się utopi wiedz postanowiłem
ją wyciągnąć niestety sie niedało i wciagała mnie w błoto prawie co sie nieutopiłem
w tym błocie heh wyćiagną mnie któryś z braci moja kochana ciocia która przyjechała
odpocząć do nas z Niemiec uwieczniła ta pamiętną chwile na Kliszy aparatu niestety
gdy byłem starszy zniszczyłem foto bo moi kochani bracia smiali się ze byłem taki głupi
no ale przecież byłem mały no i załóje bo mógł bym wam je teraz pokazać i się pośmiać..

Historia Mojego Życia

Urodziłem sie 12 Sierpnia 1990r w Wodzisławiu Ślaskim.
Zamieszkałem z Rodzicami i Bracmi w Czyżowicach.
Mój Najstarszy brat ma na imie Arek nastepnie
był Zbyszek,Mateusz i Ja.Wiodłem sobie życie w kołysce
tortórowany przez starszych braci i pieszczony przez Mame:)
dostałem od niej więcej serca i miłośći niż mogła mi dać!
ale niestety niewyszło mi to na dobre zabardzo mnie rozpieszczyli
i przez kilka pierwszych lat mojego życia znostałem rozpieszczony
rozleniwiony i byłem non stop (w centrum )aż mój kochany Tata
zrobił coś mojej Mamie wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi:D
ale teraz już wiem:D no i mojej Kochanej Mamie zrobił sie
Brzuszek i powiedziała mi ze bocian przyleci z siostrzyczka tydzień puzniej
pojechała i wróciła z moja Siostra ta mała istota była dziwna:D niemiała
weża tak jak ja ani dwóch piłeczek do pinponga była malutka i cały czas,
Mama sie nią opiekowała co bardzo zle wpływało na mnie bo zostałem porzucony
najpierw mnie wypieśćili a potem olali i mniej czas mi poświecali moja Mama,
tylko przejmowała sie tym żeby tu przebrać moja siostrę więcej czasu poswięcała
mi teraz moja ciocia Lucyna (Matka Chrzestna) wraz z Moim Kuzynem Zenkiem
(Ojciec Chrzestny) często tez zajmowała sie mną moja ciocia Gabrysia mile ją wspominam:) życie szło szybkim tempie a w moim dziećinstwie miałem kilka ciekawych
przygód :D w których opowiem w następnym pośćie ....